GIRLFRIENDS ARE MY BOYFRIEND

HEJ

Ten rok był mocno szalony dla każdego z nas. Przychodzę do Was ze swoimi przemyśleniami.

To był długi rok dla mnie.

Długi, ale bardzo potrzebny.

Ten rok pozwolił mi w pełni skupić się na sobie. Zyskałam więcej czasu, który mogłam wykorzystać na samorozwój. I tak też się stało. Bardzo dużo zrozumiałam. Odcięłam się od osób, które wydawały mi się bliskie, ale jednak wpływały na mnie bardziej negatywnie niż na plus. Zostałam z garstką znajomych, ale wiem, że mogę im ufać i zawsze będą przy mnie. Wspierają mnie i inspirują. Czuję, że przy nich mam bardziej otwarty umysł, jestem bardziej kreatywna i więcej mi się chce. Jestem im wdzięczna.

Tytuł posta to tytuł piosenki Demi Lovato. Piosenka jest o miłości, ale miłości do swoich przyjaciół. I póki co, tego właśnie się trzymam. Oni wystarczają mi w zupełności, znają mnie bardzo dobrze i wiedzą jaka jestem. Dają mi wszystko, czego aktualnie potrzebuję. Nie muszę przy nich udawać. Jest mi po prostu dobrze.

Wiecie, nigdy w swoim życiu nie sądziłam, że zmiana znajomych wpłynie tak diametralnie na moją głowę. O niebo lepiej się czuję, moje poczucie własnej wartości jest o wiele wyższe. A moja dobre samopoczucie jest dla mnie priorytetem. Ten pandemiczny rok wcale nie okazał się taki zły. Zwolniłam w swoim życiu, zaczęłam dostrzegać inne wartości, a przede wszystkim zaczęłam bardziej doceniać ludzi jako po prostu ludzi.

Wracając do samorozwoju, w ciągu ostatnich 365 dni wróciłam do śpiewu. Solidnie wróciłam. Dojrzałam do tego, żeby przyznać przed sobą, że nie potrafię bez tego żyć. Długo wmawiałam sama sobie, że to jest tylko głupia zajawka ze szkoły, ale w momencie, gdy znowu zaczęłam śpiewać, zrozumiałam, że sama siebie okłamywałam. Śpiewając, czuję się wolna, a wolność daje mi szczęście.

Wróciłam również do systematycznego uprawiania sportu! Wkręciłam się w jogę. Świetna sprawa, na maxa mnie uspokaja i daje mi chill, którego w codziennym życiu zdecydowanie mi brakuje. Znalazłam też wspaniały sposób na rozładowanie negatywnych emocji. Od jakiegoś czasu trenuję MMA w jednym z wrocławskich klubów. Ostatnią rzeczą o jakiej bym kiedyś pomyślała to ja, która się bije. A tu kurczę niespodzianka: Sandra na macie. Polecam z całego serduszka.

Polubiłam też gotowanie. Zawsze mnie nudziło i nie przynosiło mi żadnej frajdy, ale przez zamknięte restauracje zostałam poniekąd zmuszona do "stania przy garach" i naprawdę mi się spodobało. Zaczęłam kombinować w kuchni i z dnia na dzień idzie mi coraz lepiej! To jest coś z czego jestem ogromnie dumna, ponieważ całe życie uważałam, że nie nadaję się do gotowania. Zawsze podziwiałam kucharki i kucharzy, wręcz im zazdrościłam umiejętności, a teraz wiem, że wszystko to kwestia prób i błędów, a głównie praktyki. Proszę trzymać kciuki za mój rozwój w tej dziedzinie!

A niedługo kończę studia. Jestem w trakcie pisania pracy dyplomowej. Wybrałam temat dotyczący syndromu FOMO w kontekście aplikacji Instagram. Temat, moim zdaniem, na maxa ciekawy i mało nagłośniony, a ważny. FOMO (z ang. fear of mising out) to nic innego, jak strach przed byciem offline, lęk przed tym, że coś ważnego nas ominie. W czasach Internetu uważam, że większość z nas poniekąd się z tym zmaga, a niestety duża część nie jest tego świadoma. Zachęcam do zagłębienia się w temacie, naprawdę warto.

To tyle ode mnie. Póki co. Zapraszam Was na mój instagram. Do zobaczenia!

Polubienia

Komentarze